Jak to zwykle bywa, w takich momentach nadchodzi czas na refleksję. Ktoś może pomyśleć, że to dziwne, bo przegrana nawet 0:2 na San Siro nie musi jeszcze nic oznaczać… Pozwólcie, że podzielę się swoją opinią, jednakże uprzedzam – tekst nie jest długi, więc nie będzie to uczta dla fanów felietonów. To po prostu prawda (?) wyrażona w najkrótszy (?) z możliwych sposobów.
Pokaz defensywnej gry Rossonerich daje do myślenia. I to bardzo. Muszę szczerze przyznać, że dawno nie widziałem tak bezradnej Blaugrany. Nawet w meczach z Chelsea w poprzednim sezonie czy z Interem w 2010 roku stworzyli sobie kilka okazji. Wczoraj tak nie było. Dwa strzały to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o awansie. Powód jest prosty – FC Barcelonie po prostu taki stan rzeczy nie przystoi. Meczów nie wygrywa się posiadaniem piłki, ale tym co ugrzęźnie w sieci. Co z tego, że gracze Roury byli przy piłce trzykrotnie więcej czasu gry niż rywale, skoro na tablicy wyników było dwa do zera na korzyść gospodarzy? Tiki-taka wcale nie oznacza, że zawsze będzie się miało multum okazji na zdobycie bramki. Czasami wystarczy kilka kontr przeciwników, aby załatwić sprawę. Tak było w Mediolanie. Podania nie przełożyły się na ilość uderzeń co w konsekwencji skrzętnie wykorzystali podopieczni Allegriego. I co najważniejsze – zrobili to bezlitośnie.
Zawodnicy Dumy Katalonii zlekceważyli przeciwnika. Innego powodu tej przegranej nie widzę. Myślenie, że każdy z kim grają podłoży im się jeszcze przed rozpoczęciem meczu okazało się zgubne – nie po raz pierwszy w tym sezonie. Tak było z Celtikiem, z Realem Sociedad i teraz stało się tak w meczu z Milanem. Remontada es posible? Z taką grą? Gówno prawda! Jeżeli nastawienie naszych ulubieńców się nie zmieni to szybciej odpadniemy z Ligi Mistrzów, niż na dobre się ona rozpoczęła. Czas posprzątać zabawki i wyjść z piaskownicy. To jest w końcu Liga Mistrzów!
Źródło: Własne