Z ośmiu nowych twarzy w Barcelonie, trzy wciąż są nieznane. Oczywiście nieobecność Luisa Suáreza jest usprawiedliwiona ze względu na sankcję nałożoną na niego przez FIFA. Jednak znacznie bardziej skomplikowane są przypadki Rafinhii i Vermaelena.
Rafinha, który wystąpił w pierwszych trzech spotkaniach – z Elche, Villarrealem i APOEL-em, wkrótce zniknął z boiska ze względu na „ból lewego uda”, który pojawił się po powrocie ze zgrupowania reprezentacji Brazylii U-21, gdzie rozegrał trzy spotkania w ciągu sześciu dni.
Od tego czasu Barça rozegrała pięć spotkań, a Rafinha ani razu nie został na nie powołany. Oczekiwano, że powróci na mecz z Rayo, jednak kolejny raz pozostał w Barcelonie. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że kataloński klub nie poinformował o jego urazie nawet wtedy, gdy zespół wrócił już do Barcelony po zwycięstwie w meczu z Rayo. Jest to niepokojący sygnał, ponieważ Rafinha z powodu tej kontuzji opuścił wiele spotkań i podczas większości treningów ćwiczył indywidualnie.
Ale jeśli Rafinha rozegrał 132 minuty na 990 minuty, to co powiedzieć o Vermaelenie, który oficjalnie nie zadebiutował w barwach katalońskiego klubu. Belg, który przyszedł do Barçy z kontuzją ścięgna, której nabawił się podczas Mistrzostw Świata, miał już być do dyspozycji trenera po pierwszej przerwie reprezentacyjnej. Od tego czasu Barça rozegrała siedem spotkań, a Belg pojawił się na boisku tylko w towarzyskim meczu Barçy B z reprezentacją Indonezji U-19, podczas którego rozegrał 60 minut.
Źródło: MundoDeportivo.com